czwartek, 19 września 2013

Od Draak'a

Nagle obudziła mnie trąbka, podskoczyłem aż uderzając głową o bagażnik starego kadilaka.
- Ch*lera!!! - Zakląłem i spojrzałem w górę, zobaczyłem małego, głupiego synka mojego szefa, który trzymał w ręku trąbkę harcerską. Wstałem i pomasowałem bolące czoło. Chłopaczek śmiał się tak bardzo, że się popłakał.
- Baka... - Wymruczałem i wróciłem do naprawy spływu paliwa, który w jakiś niezrozumiały sposób zatkał się papierem, który tak napuchnął, że wyciąganie mijało się z celem i trzeba było kupić jakieś nowe. Niestety właściciel gruchota nie zgodził się na wymienianie części i kazał mi jakoś to zrobić. Zacząłem rozgrzebywać kawałeczki papieru i w końcu wściekły z całej siły wepchnąłem papier do baku. Rozbieranie tylnej części samochodu i baku nie było trudne... Wydobyłem papier, wszystko wyczyściłem i zanim złożyłem wszystko do kupy, zrobiłem jeszcze przegląd pozostałych części i skończyłem robotę. Samochód w całej okazałości odwiozłem do właściciela i piechotą wróciłem do warsztatu. Na dzisiejszy dzień to był koniec roboty, więc wyszorowałem się porządnie szorstką gąbką w beczce z mydłem i z wodą. Po popołudniowej pielęgnacji ciała, gdy byłem już czysty poszedłem do centrum portu, aby tam kupić jedzenie za zapracowane pieniądze. Gdy szedłem do domu nagle jakaś ogromna siła przewróciła mnie na ziemię... Gdy oprzytomniałem zobaczyłem, że na mnie leży jakaś postać...


<Ktoś dokończy?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz